Weird Science

Kto pod kim dołki kopie? Rzecz o mrówkolwach

Poniższy arty­kuł został opu­bli­ko­wany pier­wot­nie w cza­so­pi­śmie dla nau­czy­cieli Bio­lo­gia w Szkole (1/2023):

Ilustracja

Ples M., Kto pod kim dołki kopie?, Bio­lo­gia w Szkole, 1 (2023), Forum Media Pol­ska Sp. z o.o., str. 53-57

Możemy wska­zać różn­o­rodne stra­te­gie zdo­by­wa­nia pokarmu przez orga­ni­zmy cudzo­żywne. Jedną z nich jest dra­pieżn­ic­two, które bywa defi­nio­wane jako spo­sób odży­wia­nia się pole­ga­jący na wyko­rzy­sta­niu jako pokarm ciała innego zwie­rzęcia. Musimy przy tym pamiętać, że w odróżn­ie­niu od paso­żyt­nic­twa dra­pieżn­ic­two pro­wa­dzi do śmierci ofiary. Z punktu widze­nia eko­lo­gii stra­te­gia ta jest trak­to­wana jako jedna z form anta­go­ni­stycz­nych zależn­o­ści między­ga­tun­ko­wych lub wew­nątrz­ga­tun­ko­wych (wtedy mówimy o kani­ba­li­zmie), które wyksz­tałc­iły się w toku wza­jem­nej adap­ta­cji, co możemy trak­to­wać jako przy­kład koe­wo­lu­cji. Dra­pieżn­ic­two wraz z innymi rodza­jami inte­rak­cji między­ga­tun­ko­wych decy­dują w dużej mie­rze o struk­tu­rze eko­sy­s­temu [1][2].

Dla poten­cjal­nej ofiary nie jest celowe sta­nie się źródłem pokarmu dla dra­pieżn­ika, dla­tego na różne spo­soby stara się ona unik­nąć tego losu. Nie jest więc niczym dziw­nym, że dra­pieżn­iki musiały przy­sto­so­wać się wyksz­tałc­a­jąc różn­o­rodne spo­soby polo­wa­nia, zarówno w poje­dynkę, jak i w gru­pie.

Myśląc o dra­pieżn­i­kach naj­czę­ściej bie­rzemy pod uwagę zwie­rzęta, a prze­cież ten typ odży­wa­nia prze­ja­wiają także inne grupy orga­ni­zmów: niek­tóre rośliny (mięso­żerne rosiczki Dro­sera lub mucho­łówka Dio­nea), spe­cy­ficzne grzyby Fungi (Sty­lo­page gran­dis, Arth­ro­bo­trys oli­go­spo­rus i inne) oraz mikro­or­ga­ni­zmy, czego przy­kła­dem może być pełzak odmie­niec Amo­eba pro­teus.

Niek­tóre zwie­rzęta doko­nują poch­wy­ce­nia ofiary w biegu. Taki pościg może być szybki, ale jed­no­cze­śnie krót­k­o­tr­wały. Jeśli ofiary nie uda się sch­wy­tać pra­wie natych­miast, dra­pieżnik zwy­kle rezy­gnuje - tak się dzieje np. w przy­padku geparda grzy­wia­stego Aci­no­nyx juba­tus. Inne z kolei gatunki pre­fe­rują pościgi dłuższe, gdzie decy­du­jące zna­cze­nie ma zmęcze­nie ofiary, jak u wilka sza­rego Canis lupus. Częstą stra­te­gią jest polo­wa­nie z zasadzki, który to spo­sób wybiera często szczu­pak pospo­lity Esox lucius.

Pościg nie jest jedy­nym spo­so­bem pozy­ski­wa­nia poży­wie­nia na dro­dze dra­pieżn­ic­twa. Niek­tóre dra­pieżn­iki obe­z­wład­niają albo chwy­tają ofiarę ude­rze­niem języka (żaby Anura, kame­le­ony Cha­ma­e­le­o­ni­dae) lub parzy­de­łek (parzy­dełk­owce Cni­da­ria). Sto­sun­kowo częste jest także budo­wa­nie różn­ego rodzaju form puła­pek. Bar­dzo zna­nym tego przy­kła­dem są sieci łowne pająków Ara­neae.

Dużo rza­dziej – jeśli cho­dzi o zwie­rzęta polu­jące z wyko­rzy­sta­niem zbu­do­wa­nej przez sie­bie pułapki – są wspo­mi­nane mrów­kolwy Myr­me­leon. Sama ich nazwa, zarówno pol­ska, jak i łacińska (pocho­dząca z greki) łącząca postaci mrówki oraz lwa wydaje się być nie­zwy­kła. Dla­tego zapra­szam do bliższego zapo­zna­nia się z tymi cie­ka­wymi zwie­rzętami.

Ilustracja
Larwa mrów­kolwa buduje dołek pułap­kowy
ani­ma­cja: doda­tek autora

Mrów­kolwy

Mrów­kolwy, czy sze­rzej mrów­kol­wo­wate Myr­me­le­on­ti­dae są naj­bar­dziej zasobną w gatunki oraz naj­sze­rzej roz­prze­strze­nioną geo­gra­ficz­nie rodziną owa­dów Insecta z rzędu sie­cia­rek Neu­rop­tera.

Sie­ciarki z kolei to grupa około 6000 gatun­ków dra­pieżn­ych owa­dów o prze­o­bra­że­niu zupełnym. Ich cechą cha­rak­te­ry­styczną jest występo­wa­nie prze­zro­czy­stych i bogato użyłk­o­wa­nych skrzy­deł. Wraz z wiel­błąd­kami Raphi­diop­tera i wiel­ko­skrzy­dłymi (żyle­ni­cami) Mega­lop­tera jest zali­czany do kladu owa­dów siat­ko­skrzy­dłych Neu­rop­te­rida [3].

Mrów­kol­wo­wate są bli­sko spo­krew­nione z żupałk­o­wa­tymi Asca­la­phi­dae [4]. Larwy przed­sta­wi­cieli obu rodzin odz­na­czają się licz­nymi podo­bieńs­twami.

Jako typ nomen­kla­to­ryczny rodziny wska­zuje się rodzaj Myr­me­leon. Wśród ziem­skiej fauny pierw­sze mrów­kol­wo­wate wye­wo­lu­o­wały około 130 milio­nów lat temu, czyli we wcze­snej kre­dzie [5].

Rodzina mrów­kol­wo­wa­tych może posz­czy­cić się tym, że należą do niej naj­więksi przed­sta­wi­ciele sie­cia­rek. Posia­dają zaw­sze dwie pary dużych skrzy­deł, których dłu­gość docho­dzi do 80mm, a roz­piętość do około 60mm [6]. Ogól­nym pokro­jem ciała i budową zew­nętrzną wyraźnie przy­po­mi­nają ważki Odo­nata, przy czym w odróżn­ie­niu od nich czułki mrów­kol­wo­wa­tych są lepiej roz­wi­nięte i zakończone maczu­go­wa­tymi zgru­bie­niami, a ich dłu­gość jest zbli­żona do dłu­go­ści tuło­wia wraz z głową. Drugą cechą cha­rak­te­ry­styczną dla oma­wia­nej grupy owa­dów jest ksz­tałt komórki hipo­styg­mal­nej poło­żo­nej w dystal­nej czę­ści skrzy­dła, ponie­waż w tym przy­padku jest ona wyraźnie wydłu­żona i wąska [7]. Wymiary i ksz­tałt obu par skrzy­deł są podobne, użyłk­o­wa­nie dosyć gęste. U wielu gatun­ków na skrzy­dłach występują cha­rak­te­ry­styczne plamki. Odw­łok mrów­kol­wo­wa­tych jest długi i wąski.

Jak już powie­dziano, wszyst­kie sie­ciarki - więc i mrów­kol­wo­wate - są owa­dami o prze­o­bra­że­niu zupełnym, czyli w ich roz­woju występuje etap poczwarki. Co cie­kawe, wszyst­kie larwy w tej rodzi­nie są dra­pieżne. Mają masywne i krępe ciało, głowa jest spłasz­czona i dobrze schi­ty­ni­zo­wana, posia­dają apa­rat gębowy typu kłu­jąco-ssącego o bar­dzo dobrze roz­wi­niętych, często wręcz gigan­tycz­nych żuwacz­kach. Więk­szość larw żyje w pia­sku lub w syp­kiej gle­bie. Nie prze­ja­wiają zacho­wań tery­to­rial­nych, a więc na jed­nym obsza­rze mogą występo­wać w dużej licz­bie. Formy doro­słe ima­gi­nes są aktywne zwłasz­cza wie­czo­rem. Latają dużo mniej pew­nie od ważek. Żywią się owa­dami i pokar­mem pocho­dze­nia roślin­nego. Samice skła­dają jaja w pia­sku. W naszym kli­ma­cie (tj. w Euro­pie) zimę prze­ży­wają larwy.

Rodzina obej­muje ponad 2000 gatun­ków występu­jących w suchych, piasz­czy­stych śro­do­wi­skach całego świata. Naj­licz­niej zasie­dlają strefę suchych i półs­u­chych obsza­rów Azji, Afryki i Austra­lii. W Euro­pie są częst­sze w czę­ści połu­dnio­wej. Z terenu Pol­ski wyka­zano 8 gatun­ków:

W Pol­sce sto­sun­kowo łatwo jest spot­kać zarówno mrów­kolwy pospo­lite Myr­me­leon for­mi­ca­rius, jak i te z gatunku Euro­leon nostras. W swoim naj­bliższym oto­cze­niu – na łachach pia­sku wzdłuż płotu w ogro­dzie – tra­fi­łem na duże nagro­ma­dze­nie tych dru­gich, a więc w dal­szej czę­ści arty­kułu opi­szę obser­wa­cje, jakie można było poczy­nić w sto­sunku do nich.

Mrów­ko­lew

Euro­leon nostras to cie­pło­lubny gatu­nek owada z rodziny mrów­kol­wo­wa­tych opi­sany po raz pierw­szy w 1785 roku jako For­mi­ca­leo nostras [8]. Występuje w nie­mal całej Euro­pie, także w Pol­sce – nie­zbyt pospo­li­cie, ale lokal­nie licz­nie. Natu­ral­nie spot­kać go można na skra­jach lasów, w rejo­nie wydm śródle­śnych, na piasz­czy­stych ścieżk­ach. Dłu­gość ciała osob­ni­ków doro­słych docho­dzi do 30mm (cza­sem nawet więcej), a roz­piętość ich skrzy­deł do 70mm.

Miej­sce występo­wa­nia larw tego owada można łatwo roz­po­znać, ponie­waż budują one pułapki w for­mie stożk­o­wa­tych dołków w syp­kim pia­sku (Fot.1). Larwa ocze­kuje na dnie z roz­sta­wio­nymi żuwacz­kami, aby poch­wy­cić każdą ofiarę, która nie­o­patrz­nie wpad­nie do pułapki.

Fot.1 – Dołek pułap­kowy mrów­kolwa Euro­leon nostras; widoczna mrówka za chwilę zosta­nie poch­wy­cona przez owada

Owad, którym się dziś zaj­mu­jemy nie jest chro­niony (w prze­ci­wieńs­twie do niek­tórych pozo­sta­łych gatun­ków, np. mrów­kolwa połu­dnio­wego), więc możemy poch­wy­cić go ze śro­do­wi­ska, a następ­nie prze­pro­wa­dzić obser­wa­cje w kon­tro­lo­wa­nych warun­kach. Musimy to jed­nak zro­bić tak, by zapew­nić mu odpo­wied­nie warunki – nie jestem zwo­len­ni­kiem bez­przed­mio­to­wego męcze­nia jakich­kol­wiek zwie­rząt, nawet owa­dów.

Larwy można zaob­ser­wo­wać od czerwca, a nawet wcze­śniej. Pozy­ska­nie owa­dów jest bar­dzo pro­ste – wystar­czy deli­kat­nie roz­grze­bać pia­sek na dnie dołka pułap­ko­wego. Larwa w celach obron­nych zastyga wtedy często w bez­ru­chu i możemy prze­nieść ją deli­kat­nie na skra­wek papieru lub do odpo­wied­niego naczy­nia, a następ­nie do naszej pra­cowni.

Budowa ciała i wygląd larwy mrów­kol­wo­wa­tych jest cha­rak­te­ry­styczna, tzn. masywna oraz krępa o dłu­go­ści około 12mm, a jej sza­ro­bru­natna barwa ma funk­cje masku­jące (Fot.2).

Fot.2 – Larwa mrów­kolwa Euro­leon nostras; strona grz­bie­towa, strzałki wska­zują poło­że­nie oczu

Widok apa­ratu gębo­wego larwy domi­nują wręcz mon­stru­al­nie roz­wi­nięte żuwaczki. Powierzch­nia ciała zwie­rzęcia jest pokryta chi­ty­no­wymi wło­skami i zgru­bie­niami. Oczy są nie­wiel­kie i nie pełnią naj­ważn­iej­szej funk­cji wśród zmy­słów larwy – można sądzić, że orien­tuje się ona w swoim oto­cze­niu głów­nie dzięki doty­kowi i wyczu­wa­niu drgań pod­łoża.

Fot.3 – Larwa mrów­kolwa Euro­leon nostras; strona brzuszna

Odnóża mrów­kolwa są roz­miesz­czone w cha­rak­te­ry­styczny spo­sób (Fot.3). Wiąże się to z przy­sto­so­wa­niem do prze­miesz­cza­nia się w syp­kim pia­sku i do kopa­nia dołków pułap­ko­wych, ponie­waż zwie­rzę to poru­sza się odpy­cha­jąc odnóżami do tyłu, co ze względu na ksz­tałt ciała pozwala mu prze­py­chać się między dro­bi­nami pia­sku z zadzi­wia­jącą łatwo­ścią.

Larwy żyją w samo­dziel­nie wyko­pa­nych w pia­sku nie­wiel­kich stożk­o­wa­tych dołk­ach - na ich dnie ocze­kują na ofiarę. Nad powierzch­nię pia­sku wystają jedy­nie żuwaczki. Euro­leon nostras zjada głów­nie mrówki, ale nie pogar­dzi też innym owa­dem bądź pajęcza­kiem, który wpad­nie do jego pułapki – zda­rzają się też przy­padki kani­ba­li­zmu, kiedy larwy chwy­tają doro­słe samice skła­da­jące jaja w pia­sku.

Aby zaob­ser­wo­wać zacho­wa­nia larwy mrów­kolwa, nie jest niczym trud­nym zało­że­nie odpo­wied­niej hodowli. W tym celu do nie­wiel­kiego pojem­nika (w moim przy­padku pojem­nik po lodach o wymia­rach 13cm x 18cm x 6cm) sypiemy odpo­wied­nią ilość czy­stego suchego pia­sku, tak by gru­bość war­stwy wyno­siła przy­najm­niej kilka cen­ty­me­trów. Na powierzch­nię pia­sku wykła­damy pozy­skaną ze śro­do­wi­ska larwę mrów­kolwa (Fot.4A). Nie musimy sto­so­wać żad­nej pokrywy, ponie­waż owad nie jest w sta­nie samo­dziel­nie opu­ścić tak zaim­pro­wi­zo­wa­nego insek­ta­rium. Z moich doświad­czeń wynika, że mrów­kolwu nie trzeba zapew­niać jakichś spe­cjal­nych warun­ków – dosko­nale radził sobie w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej, przy nor­mal­nym dzien­nym oświe­tle­niu. Nie wydaje się konieczne dostar­cza­nie zwie­rzęciu wody, ponie­waż pozy­skuje ją z ciał swo­ich ofiar, ale raz na tydzień lub dwa warto bar­dzo deli­kat­nie zwil­żyć powierzch­nię pia­sku czy­stą wodą.

Fot.4 – Hodowla larwy mrów­kolwa Euro­leon nostras; A – wyło­że­nie larwy na pia­sku, B – larwa leży począt­kowo nie­ru­chomo w nie­na­tu­ral­nej pozy­cji (odruch obronny), C – larwa wraca do nor­mal­nej pozy­cji, D – owad zako­puje się, E – owad poru­sza się pod powierzch­nią pia­sku (początek budowy pułapki), F – gotowa pułapka

Po wyło­że­niu larwy na powierzch­nię pia­sku począt­kowo pozo­staje ona w bez­ru­chu, nawet jeśli zaj­mie nie­na­tu­ralną pozy­cję, np. na boku lub spod­nią stroną ciała ku górze (Fot.4B). Jest to oczy­wi­ście odruch obronny. Dopiero po chwili, kiedy larwa się uspo­koi i uzna, że nie zagraża jej nie­bez­pie­czeńs­two, odw­raca się odnóżami do dołu i przyj­muje nor­malną pozy­cję (Fot.4C). Po pew­nym cza­sie owad zaczyna poru­szać się tyłem, jed­no­cze­śnie zagłębia­jąc się w pia­sku (Fot.4D), na powierzchni którego można zau­wa­żyć cha­rak­te­ry­styczne ślady (Fot.4E). Wędrówka pod powierzch­nią może trwać krócej lub dłu­żej, ale po pew­nym cza­sie larwa zaczyna two­rzyć pułapkę, poru­sza­jąc się po okręgu od zew­nątrz ku cen­trum i wyrzu­ca­jąc pia­sek. Po zbu­do­wa­niu pułapki owad zako­puje się na jej dnie, wysta­wia­jąc ponad pia­sek jedy­nie żuwaczki i ocze­ku­jąc na ofiarę (Fot.4F).

Kar­mie­nia doko­ny­wa­łem w ten spo­sób, że do pojem­nika wypusz­cza­łem jed­nego osob­nika mrówki (w moim przy­padku była to pier­wom­rówka łagodna For­mica fusca, ale można wyko­rzy­stać prak­tycz­nie każdy gatu­nek mrówki występu­jący natu­ral­nie w naszym oto­cze­niu), który pod­czas poru­sza­nia się po powierzchni pia­sku prak­tycz­nie zaw­sze w końcu wpa­dał do pułapki. Często lar­wie uda­wało się poch­wy­cić mrówkę od razu. W razie nie­po­wo­dze­nia tego manewru mrów­ko­lew poprzez gwałt­owne wygięcia swego ciała wyrzuca sypki pia­sek w kie­runku ofiary, tak by unie­możl­i­wić wydo­sta­nie się z pułapki i spo­wo­do­wać upa­dek owada na samo dno, wprost w żuwaczki dra­pieżn­ika. Stwier­dzi­łem też, że mrów­ko­lew z łatwo­ścią potrafi pora­dzić sobie z nale­żącymi do plu­skwia­ków Hemip­tera kowa­lami bez­skrzy­dłymi Pyrr­ho­co­ris apte­rus (zarówno nim­fami, jak i posta­ciami doro­słymi) oraz innymi owa­dami, a także lądo­wymi sko­ru­pia­kami Cru­sta­cea takimi jak pro­sio­nek szorstki Por­cel­lio sca­ber. Kar­mie­nia doko­ny­wano w wypad­kach kiedy larwa przyj­mo­wała pokarm, zwy­kle co najm­niej raz dzien­nie.

Los poch­wy­co­nej ofiary jest zwy­kle prze­sądzony - larwa wstrzy­kuje do wnętrza jej ciała enzymy tra­wienne, po czym wysysa zawar­tość w postaci płyn­nej. Trwa to zwy­kle od kilku minut do godziny. Mrów­ko­lew następ­nie wyrzuca pozo­sta­ło­ści ofiary poza obręb swo­jej pułapki, cza­sami nawet na kil­ka­na­ście cen­ty­me­trów od niej (Fot.5A-D). Wyrzut pozo­sta­ło­ści następuje z tak dużą pręd­ko­ścią, że nawet na fil­mie reje­stro­wa­nym z szyb­ko­ścią 260 kla­tek na sekundę możemy zau­wa­żyć jedy­nie roz­ma­zany obraz lecących szcząt­ków (Fot.5B).

Fot.5 – Pozby­wa­nie się przez larwę mrów­kolwa pozo­sta­ło­ści ofiary; A – larwa (biała strzałka) przy­go­to­wuje się do wyrzu­ce­nia szcząt­ków mrówki (czarna strzałka), B – moment wyrzutu pozo­sta­ło­ści, C – pozo­sta­ło­ści mrówki poza pułapką, D – larwa zako­puje się cze­ka­jąc na kolejną ofiarę
Ilustracja
Larwa mrów­kolwa wyrzuca pozo­sta­ło­ści ofiary poza pułapkę (200fps)
ani­ma­cja: doda­tek autora

W śro­do­wi­sku natu­ral­nym sta­dium lar­walne mrów­kolwa może trwać nawet do kilku lat, w zależn­o­ści od dostęp­no­ści pokarmu. Larwy zimują w gle­bie.

Warto wspom­nieć też, że układ tra­wienny mrów­kol­wo­wa­tych kończy się ślepo – nie posia­dają one odbytu. Ich spo­sób odży­wia­nia (wch­ła­nia­nie czę­ściowo stra­wio­nego poza cia­łem pokarmu) oraz sto­sun­kowo wysoka wydaj­ność układu tra­wien­nego powo­dują, że nie­stra­wio­nych pozo­sta­ło­ści jest nie­wiele. Pow­sta­jące mimo wszystko szko­dliwe pro­dukty prze­miany mate­rii zostają zgro­ma­dzone w orga­ni­zmie, który pozbywa się ich pod­czas meta­mor­fozy w formę doro­słą [9].

Przed­sta­wiony w niniej­szym arty­kule okaz osob­nika gatunku Euro­leon nostras pozy­ska­łem ze śro­do­wi­ska w maju, nato­miast począt­kiem sierp­nia tego samego roku prze­stał on przyj­mo­wać pokarm i dbać o swoją pułapkę. Nie można było też zau­wa­żyć oznak poru­sza­nia się larwy pod pia­skiem. Począt­kowo sądzi­łem, że zapew­nione przeze mnie warunki były nie­od­po­wied­nie i owada spot­kała z tych lub innych powo­dów śmierć. Prze­szu­ku­jąc deli­kat­nie pia­sek z rado­ścią tra­fi­łem jed­nak na nie­wielki kuli­sty kokon oble­piony okru­chami pia­sku (Fot.6).

Fot.6 – Kokon osła­nia­jący poczwarkę Euro­leon nostras

Naj­wy­raźn­iej hodo­wany przeze mnie mrów­ko­lew uznał, że czas na prze­po­czwar­cze­nie się w osob­nika doro­słego. Czym prędzej i bar­dzo ostrożnie zako­pa­łem kokon z poczwarką tak jak go zna­la­złem, pod nie­zbyt głęboką war­stwą pia­sku. Jed­no­cze­śnie w pojem­niku umie­ści­łem pio­nowo nie­wielki frag­ment suchej gałązki, aby – jeśli do tego doj­dzie – opusz­cza­jąca kokon postać doro­sła owada miała gdzie osiąść i roz­pro­sto­wać swoje skrzy­dła. Pojem­nik dodat­kowo przy­kry­łem gęstą siatką (z raj­stopy), tak aby postać doro­sła nie ucie­kła z pojem­nika, jeśli do otwar­cia kokonu doj­dzie pod moją nie­o­bec­ność. Pozo­stało cze­kać…

Cier­pli­wość została nagro­dzona – po 27 dniach od odkry­cia kokonu, a po 33 od upo­lo­wa­nia przez mrów­kolwa ostat­niej mrówki pro­ces meta­mor­fozy dobiegł końca i prze­po­czwar­czony owad opu­ścił kokon przez zaska­ku­jąco nie­wielki otwór (Fot.7). W natu­rze postać doro­słą można spot­kać do wrze­śnia.

Fot.7 – Otwarty kokon

O ile wygląd larwy mógł przez wielu zostać uznany za nie­zbyt uro­dziwy, czy może raczej nawet prze­ra­ża­jący, to pow­stały z niej doro­sły owad odz­na­cza się swo­i­stym pięk­nem i ele­gan­cją (Fot.8).

Fot.8 – Imago Euro­leon nostras; widok z boku

Rzut oka na wspa­niałe skrzy­dła owada pozwala od razu stwier­dzić, że należy on do sie­cia­rek. U tego gatunku są one dodat­kowo pokryte cha­rak­te­ry­stycz­nymi ciem­nymi plam­kami. Mimo powierz­chow­nego podo­bieńs­twa do ważek, wystar­czy spoj­rzeć na głowę mrów­kolwa – wyraźnie widoczne, buław­ko­wate i zagięte na końc­ach czułki jasno wska­zują, że mamy tu do czy­nie­nia z przed­sta­wi­cie­lem mrów­kol­wo­wa­tych. U ważek nato­miast czułki są bar­dzo małe i deli­katne, trudne do zau­wa­że­nia (Fot.9).

Fot.9 – Imago Euro­leon nostras; widok z przodu; owal – zbli­że­nie na przód ciała owada

Mrów­ko­lew po wyko­na­niu foto­gra­fii został wypusz­czony na wol­ność w miej­scu skąd pocho­dziła jego larwa.

Formy doro­słe mrów­kol­wów latają dosyć powoli i nie­zgrab­nie – polują na mniej­sze od sie­bie owady, zwłasz­cza wie­czo­rami. Żyją krótko, mak­sy­mal­nie do kilku tygod­niu, w którym to cza­sie znaj­dują part­nera i dają początek kolej­nemu poko­le­niu.

Przy­znaję, że hodowla mrów­kolwa i obser­wa­cja jego nie­zwy­kłej stra­te­gii łowiec­kiej oraz roz­woju były dla mnie bar­dzo cie­ka­wym prze­ży­ciem. Ten nie­wielki i ciągle jesz­cze sto­sun­kowo mało znany przed­sta­wi­ciel naszej fauny z pew­no­ścią zasłu­guje na więk­sze zain­te­re­so­wa­nie także ze strony dydak­ty­ków przy­rody oraz bio­lo­gii.

Mrów­ko­lew w kul­tu­rze

Mrów­ko­lew (w prak­tyce dowolny przed­sta­wi­ciel rodziny mrów­kol­wo­wa­tych) mimo dzi­siej­szego nie­ja­kiego zapom­nie­nia zagrzał swoje miej­sce w kul­tu­rze pra­wie całego świata. Odnie­sie­nia do niego można zna­leźć w sta­ro­in­dyj­skich epo­sach i euro­pej­skich bestia­riu­szach z cza­sów śre­dnio­wie­cza [10]. Ja chciałbym poka­zać Sza­now­nemu Czy­tel­ni­kowi jak mrów­ko­lew zago­ścił w pow­szech­nie zna­nej lite­ra­tu­rze, wybie­ra­jąc przy­kłady będące mi bli­skimi z różn­ych powo­dów.

Mrów­kolwa przed­sta­wiła w jed­nej ze swo­ich książek dla dzieci fińska pisarka Tove Jans­son - moim zda­niem w tym utwo­rze wiele rado­ści i mate­riału do prze­my­śleń zna­leźć mogą jed­nak także doro­śli. Mam tu na myśli powieść, czy też zbiór opo­wia­dań „W doli­nie Mumin­ków”. W dru­gim roz­dziale Mumi­nek wraz z Migot­kiem posta­na­wiają odpła­cić Mrów­kolwu za jego doku­cza­nie Mamusi Muminka. Pisarka przed­sta­wia spo­sób polo­wa­nia zwie­rzęcia wła­ści­wie zgod­nie z rze­czy­wi­sto­ścią (powięk­sza­jąc jedy­nie skalę), nato­miast jemu samemu przy­daje pew­nych atry­bu­tów nie posia­da­jących odnie­sie­nia w rze­czy­wi­sto­ści, np. grzywę, jak możemy się domy­ślać, nawiązu­jącą do wyglądu lwa. Zło­śliwe zwie­rzątko zostaje po wrzu­ce­niu do Cza­ro­dziej­skiego Kape­lu­sza prze­mie­nione i uka­zuje się od tej pory już tylko jako „jeż, najm­niej­szy, jakiego sobie można wyo­bra­zić” [11].

Co cie­kawe, na ślad inte­re­su­jącego nas dziś owada możemy tra­fić także w jed­nym z naj­bar­dziej zna­nych utwo­rów Samu­ela Lan­ghorne’a Cle­mensa zna­nego sze­rzej pod pseu­do­ni­mem Mark Twain. Mowa tu o „Przy­go­dach Tomka Sawy­era”, gdzie w ósmym roz­dziale tytu­łowy boha­ter zwraca się (w celach magicz­nych, wyma­wia­jąc rymo­wankę-zaklęcie) do mrów­kolwa. Co cie­kawe, w prze­kła­dzie Jana Bilińs­kiego z 1925 roku owad ten został błęd­nie nazwany „leśnym chrząsz­czem” – jed­nak opis dołków-puła­pek nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści [12]. W języku angiel­skim larwy różn­o­rod­nych gatun­ków mrów­kol­wo­wa­tych nazywa się często piszącymi lub bazgra­jącymi owa­dami (ang. doo­dle­bug lub doo­dle-bug, od doo­dle – gry­zmoły, bazgroły) z powodu formy jaką przyj­mują ślady ich wędrówki pod pia­skiem (Fot.10). I takiego wła­śnie okre­śle­nia używa w powie­ści sam Twain. Moim zda­niem tłu­macz naj­praw­do­po­dob­niej sko­ja­rzył „bazgra­jącego owada” z występu­jącym u nas kor­ni­kiem dru­ka­rzem Ips typo­gra­phus, będącym rze­czy­wi­ście chrząsz­czem Cole­op­tera.

Fot.10 – Ślady wędrówki larwy mrów­kolwa pod pia­skiem

Także Arthur C. Clarke, jako jeden z naj­bar­dziej zna­nych pisa­rzy-fan­ta­stów XX wieku (autor serii Ody­seja kosmiczna, o Ramie, Końca Dzie­cińs­twa i wielu innych utwo­rów) wyko­rzy­stał motyw spo­sobu polo­wa­nia mrów­kol­wów w swo­jej powie­ści A Fall of Moon­dust z 1961 roku.



Lite­ra­tura:

Auto­rem foto­gra­fii i rysun­ków jest Marek Ples.

W powyższym tek­ście doko­nano nie­wiel­kich zmian edy­tor­skich w sto­sunku do wer­sji opu­bli­ko­wa­nej w  cza­so­pi­śmie, w celu uzu­pełn­ie­nia i lep­szego przy­sto­so­wa­nia do pre­zen­ta­cji na stro­nie inter­ne­to­wej.

Marek Ples

Aa